Domowe rośliny lubiące ciepło

Jeśli potraktujemy roślinę jako tymczasowy element dekoracyjny, to w mieszkaniu możemy mieć każdą, która się nam podoba. Kupujemy efektowny okaz, np. kwitnącą medinillę, strelicję lub owocujący kumkwat, stawiamy go tak, by najlepiej pasował do wnętrza i pielęgnujemy dopóty, dopóki pięknie się prezentuje - niekiedy miesiąc, czasem dłużej. Gdy roślina przekwitnie, nadmiernie wyciągnie się lub straci liście, wymieniamy ją na inną.

Większość ludzi przywiązuje się jednak do swoich roślin, lubi je pielęgnować, patrzeć, jak rok za rokiem pną się w górę. Jeśli jednak są zmizerowane, to ani nie upiększają domu, ani nie poprawiają naszego samopoczucia (według zasad feng-shui chore kwiaty emitują niekorzystną energię). Łatwiej osiągniemy sukces, jeśli dobierzemy gatunki oraz odmiany roślin, które mają takie same jak my upodobania, lub przynajmniej są skłonne pójść na ustępstwa co do swoich przyzwyczajeń, tzn. odpowiada im przez cały rok temperatura 20°C, wilgotność około 50% i skąpe oświetlenie.

Najłatwiejsze w pielęgnacji są tzw. żelazne rośliny, takie jak sansewieria, fikus sprężysty i drzewko szczęścia. Niewiele im trzeba, by ładnie wyglądały: znoszą gorące, suche powietrze, zadowalają się małą ilością światła. Również pośród oryginalnych, bardziej wymagających gatunków znajdą się takie, które mogą zaakceptować ciepłe mieszkanie.

Do wysokich temperatur przez cały rok przyzwyczajone są np. rośliny tropików, m.in. kalatee, poliscjasy i pachypodium. Dla nich zimą właśnie pokojowa temperatura jest w sam raz. By zachować zdrowie, potrzebują tylko nieco chłodu nocą. W naturze, gdy nastanie ciemność i upał zelżeje, substancje powstałe w wyniku fotosyntezy przemieszczają się z liści do części podziemnych. Jeśli nadal jest gorąco, transport ten nie zachodzi i korzeniom brakuje życiowej energii. Nocą temperatura o kilka stopni niższa niż w dzień służy wielu gatunkom egzotycznym i tym dobrze nam znanym, m.in. trzykrotce, nolinie i filodendronom. Przykręcajmy więc wieczorem kaloryfery lub uchylajmy okna (oczywiście chroniąc przy tym rośliny przed zbyt zimnym powietrzem).

Wszystkie rośliny, nawet te cienioznośne, będą tym ładniejsze, im więcej światła zimą do nich dotrze - najlepiej, by stały jak najbliżej okna. Niedostatek światła i suche powietrze dość dobrze znoszą niektóre tropikalne sukulenty, np. kolumnowe wilczomlecze (trójżebrowy i Euphorbia tirucalli), aloesy, rozchodniki, m.in. Sedum rubrotinctum, a także starzec (Senecio rowleyanus), przypominający zwisające sznury paciorków. Brak wilgoci i półcień nie szkodzi również palmom: koralowej (Chamedorea), rapis i kencji.

Wielu mieszkańców wilgotnej dżungli często nie jest w stanie przetrwać w domu z powodu suchego powietrza. Najbardziej wrażliwe są młode rośliny, starsze przeważnie znoszą niezbyt dogodne warunki. Maranty, stromante, trzykrotka i setkrezea próbują się bronić przed utratą wody, zwijając liście w rurkę. Zasychanie brzegów liści (u monster, filodendronów, pandanu i noliny) oraz marszczenie się wzdłuż nerwów (u fikusów) też jest sygnałem, że roślinom brakuje wilgoci. Mniejsze okazy można postawić na szerokiej podstawce wypełnionej keramzytem i wodą, a dorastającym do sufitu pozostaje często zraszać liście. Zimą zwiększanie wilgotności mieszkania przez częste wietrzenie jest ryzykowne, bo powiew chłodnego powietrza może uszkodzić ciepłolubne gatunki.

Na szczęście nasze mieszkania stały się bardziej przyjazne i nam, i roślinom, bo nie jest w nich już tak gorąco i tak sucho jak dawniej. Możemy regulować temperaturę kaloryferów, konstrukcja nowoczesnych okien pozwala na delikatne ich uchylanie, a światło energooszczędnych żarówek w przeciwieństwie do zwykłych - dostarcza roślinom potrzebnej energii. Te z kolei oszczędnie nią gospodarują, jeśli są zasilane nawozami zimowymi. Coraz więcej gatunków i odmian może więc w doskonałej kondycji towarzyszyć nam przez lata.